Renault Filante: Francuski SUV na koreańską ofensywę
Renault oficjalnie zaprezentuje nowego crossovera Filante już 13 stycznia. To nie jest model przeznaczony dla Europy, lecz duży, pewny siebie i nieco ostentacyjny SUV segmentu E, produkowany w Korei Południowej. Renault nie ukrywa swoich ambicji – Filante będzie większy niż jakikolwiek crossover tej marki oferowany dotąd.
Dotychczas pojawiło się zaledwie kilka zdjęć zapowiadających nowy model, ale już one zdradzają, jaką postawę Renault chce zaprezentować. Nadwozie otrzymało mocno opadającą linię dachu, a boczne szyby zwężają się płynnie ku tyłowi. Efekt? Sylwetka SUV-a w stylu coupe, która stawia na efekt wizualny, nie przepraszając za ograniczoną praktyczność.
Renault nie podało jeszcze wymiarów, ale potwierdziło, że Filante przewyższa rozmiarami modele Austral, Espace i Rafale. To plasuje go w segmencie E, gdzie liczą się przestrzeń, prezencja i ambicje równie mocno jak znaczek na masce.
Produkcja ruszy w fabryce Renault w Korei Południowej. Na tej samej linii od 2024 roku powstaje Grand Koleos – model technicznie zbliżony do Geely Monjaro, lecz ubrany w francuską stylistykę.
To wystarczyło, by pojawiły się spekulacje, że Filante również bazuje na platformie grupy Geely. Renault nie potwierdza, ale też nie zaprzecza. W obliczu coraz ściślejszej współpracy obu firm, ta cisza brzmi bardziej jak potwierdzenie niż odmowa.
Filante nie jest obecnie planowany na rynek europejski. Renault celuje w Azję i zapewne Bliski Wschód, gdzie duży, wyrazisty crossover wciąż jest symbolem statusu, a nie problemem z parkowaniem.
Nazwa Filante nie jest przypadkowa. Nawiązuje do rekordowego auta Etoile Filante z 1956 roku oraz nowszego konceptu Filante Record. Ten ostatni w ubiegłym roku pokonał 1008 kilometrów z autostradową prędkością bez ładowania, korzystając z seryjnego akumulatora Renault o pojemności 87 kWh, przy masie prototypu poniżej jednej tony. Renault przypomina tę historię nie bez powodu, dyskretnie sugerując, że wydajność nie została zapomniana.
Europejscy producenci coraz częściej sięgają po azjatyckie technologie, by utrzymać koszty w ryzach i oferować duże, efektowne auta. To zupełnie inna droga niż ta obrana przez niemieckie marki premium, które wciąż rozwijają platformy samodzielnie, co przekłada się na wyższe ceny.
Filante pokazuje, że Renault stawia na pragmatyczną współpracę. Jeśli klient dostaje duży samochód, a producent trzyma koszty rozwoju w ryzach, trudno mieć pretensje. To globalizacja bez haseł i fanfar, za to z chłodną kalkulacją.