Ford Universal EV
Fullscreen Image

Ford rzuca wyzwanie: tani elektryk na poważnie

Autor auto.pub | Opublikowano: 18.02.2026

W branży motoryzacyjnej puste obietnice nie mają żadnej wartości. Tym razem dyrektor generalny Forda, Jim Farley, wydaje się mieć w ręku coś znacznie bardziej konkretnego.

Podczas gdy konkurenci topią miliardy w przerośnięte elektryczne flagowce, które rujnują zarówno budżety firm, jak i domowe portfele, Ford po cichu zmontował zespół skunkworks. Do współpracy zaproszono byłych inżynierów Formuły 1, ale nie po to, by narysować kolejnego modnego SUV-a na prąd, tylko by przemyśleć wszystko od podstaw. Zadanie było jasne: zbudować elektrycznego pickupa za 30 tysięcy dolarów, który udowodni, że fizyka i matematyka wygrywają z marketingiem.

Efektem jest nowa platforma Universal EV, czyli UEV. To świadome zerwanie z branżowym nawykiem dokładania coraz większych baterii, by ukryć nieefektywność.

Zamiast powiększać akumulatory, Ford postawił na walkę z oporem powietrza, masą i marnotrawstwem. Aerodynamika była priorytetem. Specjaliści z doświadczeniem w F1 osiągnęli współczynnik oporu niższy o 15 procent niż jakikolwiek pickup na rynku. Przy autostradowych prędkościach oznacza to około 30 procent wyższą wydajność, co pozwala zastosować znacznie mniejszy i lżejszy akumulator.

Kolejny krok to chemia. Drogie ogniwa niklowo-manganowo-kobaltowe ustępują miejsca tańszym i trwalszym bateriom litowo-żelazowo-fosforanowym (LFP), które lepiej znoszą częste ładowanie do pełna. W układzie Forda akumulatory są też elementem konstrukcyjnym auta, co oszczędza miejsce i masę.

Potem elektronika. Inżynierowie wyeliminowali ponad kilometr miedzianych przewodów, przechodząc na nową architekturę 48 V. Długość okablowania spadła o około 1,3 km, a masa o 10 kg. To nie jest praca, która trafia na plakaty, ale bezpośrednio przekłada się na koszty i sprawność.

Produkcja również przechodzi rewolucję. Ford odchodzi od klasycznej linii montażowej na rzecz modułowego „drzewa budowy”. Trzy główne sekcje – przód, tył i centralny moduł baterii – powstają osobno i są łączone dopiero na końcu. Liczba stanowisk pracy spada o 40 procent, a złożoność maleje.

To nie jest filantropia. Farley wie, że same cła nie zatrzymają chińskich producentów. Tylko kontrola kosztów i inżynierska dyscyplina mogą to zrobić.

Pierwszy model UEV, pickup wielkości mniej więcej Mavericka, celuje w segment, który w świecie elektryków wciąż jest zaniedbany. Ambicją nie jest sprzedaż „zabawek” za 60 tysięcy euro ze stratą, lecz osiągnięcie rentowności przy cenie około 30 tysięcy dolarów.

To ruch bliższy filozofii Henry’ego Forda niż Doliny Krzemowej. Upraszczanie produktu, redukcja liczby części o 20 procent, zmniejszenie liczby śrub o 25 procent. Dostępność bez dotacji.

W ten sposób Ford obnaża niewygodną prawdę: wiele obecnych elektryków jest przekombinowanych i przewymiarowanych w stosunku do realnych potrzeb kierowców.