Ford szykuje rywala dla Tesli Model Y i stawia na nową tanią platformę dla aut elektrycznych mimo słabnącego popytu
Ford nie traktuje spowolnienia popytu na auta elektryczne jako sygnału do odwrotu, lecz jako początek wojny cenowej. Jim Farley potwierdził, że firma pracuje nad przystępnym cenowo modelem elektrycznym wymierzonym bezpośrednio w Teslę Model Y i Model 3. To znaczący zwrot, bo po ograniczeniu części wcześniejszego programu EV i odpisaniu miliardów dolarów koncern wybiera teraz prostszą konstrukcję, niższe koszty i produkt dla masowego rynku.
Ford idzie pod prąd cyklu rynkowego, który skłonił wielu rywali do większej ostrożności. Producenci pokazali nowe modele elektryczne podczas New York Auto Show, ale Reuters podał, że udział EV w rynku USA spadł z 9,6 proc. w 2025 roku do 6,5 proc. w ciągu ostatnich trzech miesięcy po zniknięciu federalnej ulgi podatkowej w wysokości 7500 dolarów, czyli 6900 euro. W tym kontekście przekaz Farleya wybrzmiewa wyjątkowo mocno. Ford nie wycofuje się z aut elektrycznych. Chce wygrać kolejną rundę tańszym produktem i wyraźniej określoną pozycją rynkową.
Farley powiedział w podcaście Spike’s Car Radio wprost, że Ford wprowadzi przystępny cenowo samochód w pełni elektryczny, który ma konkurować z Teslą Model Y i Model 3. To ważne, bo dotąd Ford nie miał jasnej odpowiedzi na proste pytanie: którym modelem zamierza zaatakować największe wolumenowo segmenty Tesli? Mustang Mach-E pozostawał w praktyce droższą i mniej efektywną alternatywą. Nowy projekt musi więc celować w cenę i skalę, a nie tylko w wizerunek.
W centrum planu znajduje się nowa platforma Forda Universal EV Platform, w skrócie UEV. Firma twierdzi, że jej inżynierowie opracowali ją specjalnie po to, by przystępne cenowo auta elektryczne weszły do głównego nurtu rynku, a następnie zbudowali wokół niej całkowicie nową logikę produkcji. Ford podaje, że platforma zmniejsza liczbę części o około 20 proc., ogranicza liczbę elementów złącznych o 25 proc. i przyspiesza montaż o 15 proc. Doug Field dodał w oficjalnym oświadczeniu, że celem jest osiągnięcie pięcioletniego kosztu użytkowania niższego niż koszt zakupu trzyletniej Tesli Model Y.
Zaczyna się też klarować harmonogram. Reuters pisał w sierpniu ubiegłego roku, że pierwszy model zbudowany na platformie UEV pojawi się w 2027 roku i będzie średniej wielkości czterodrzwiowym elektrycznym pick-upem w cenie około 30 tys. dolarów, czyli 27 600 euro. Farley potwierdził również w lutym tego roku, że nowa platforma zespołu skunkworks z Kalifornii zadebiutuje w modelu użytkowym. To oznacza, że przyszły rywal Modelu Y nie pojawia się znikąd, lecz będzie kolejną gałęzią tańszej elektrycznej rodziny, której zarys już wcześniej ujawniono.
To właśnie sprawia, że ta historia jest ciekawsza, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Ford ograniczył wcześniejsze ambicje związane z elektromobilnością, skasował elektrycznego SUV-a z trzema rzędami siedzeń, zmniejszył udział aut w pełni elektrycznych w rocznych nakładach inwestycyjnych z około 40 proc. do 30 proc., a na początku 2026 roku zaraportował stratę netto w wysokości 11,1 mld dolarów, czyli 10,2 mld euro, za czwarty kwartał. Wynikała ona z odpisów związanych z programami samochodów elektrycznych. Nowy konkurent dla Modelu Y nie jest więc sygnałem ekspansji. To raczej przegrupowanie sił.
Ford zamienia dużą i kosztowną pierwszą falę na drugą, mniejszą, prostszą i tańszą. To sugeruje, że firma przestała traktować elektryfikację jako ćwiczenie prestiżowe, a zaczęła postrzegać ją jako problem przemysłowy.
W tym właśnie tkwi sedno sprawy. Wygląda na to, że Ford wreszcie właściwie definiuje główne wyzwanie rynku EV. Problemem nie jest sam popyt, lecz relacja między popytem a kosztem produkcji. Tesla i chińscy producenci obniżyli ceny, podczas gdy tradycyjne koncerny nadal dźwigały ciężar złożonych architektur, wolniejszych cykli rozwoju i drogich łańcuchów dostaw.
Za pomocą UEV Ford próbuje najpierw usunąć tę słabość, ograniczając straty po stronie mechaniki i produkcji, zanim zacznie mówić o dużych wolumenach sprzedaży. To strategia mniej efektowna niż wprowadzenie kolejnego modelu wizerunkowego, ale prawdopodobnie bardziej realistyczna. Na rynku, na którym klienci ostudzili entuzjazm, a marże się skurczyły, realizm może mieć dziś większą wartość niż sama ambicja.