Chevrolet może przekształcić Wulinga Bingo Pro w przystępnego cenowo elektrycznego hatchbacka
General Motors rozważa sprzedaż popularnego Wulinga Bingo Pro pod marką Chevrolet. Ten elektryczny hatchback mierzący około czterech metrów kosztuje na rodzimym rynku mniej niż 10 000 euro, oferuje wybór dwóch akumulatorów LFP i zapewnia do 403 kilometrów zasięgu według cyklu CLTC. Na razie jednak GM celuje w rynki wschodzące, a nie w Europę.
GM wybrałby istniejący samochód zamiast opracowywać nową platformę
Jak podaje GM Authority, powołując się na źródła branżowe, General Motors bada możliwość pozyskania licencji na Bingo Pro od swojej chińskiej spółki joint venture SAIC-GM-Wuling i przystosowania go do roli przystępnego cenowo elektrycznego Chevroleta.
Głównymi rozważanymi rynkami są Brazylia i Meksyk, choć model może trafić także do innych zurbanizowanych regionów Ameryki Łacińskiej, Afryki i Azji. Małe, przystępne cenowo samochody nadal mają na tych obszarach znaczący udział w rynku, a oferta pojazdów elektrycznych szybko się poszerza.
Projekt nie otrzymał jeszcze oficjalnej zgody. Nazwa, cena, termin rozpoczęcia produkcji i dokładna lista rynków dla wersji Chevroleta pozostają nieznane. GM prawdopodobnie przeprojektowałoby przód i tył, dodało emblematy Chevroleta oraz nadało samochodowi inną nazwę niż jego odpowiednik marki Wuling.
Taki badge engineering nie jest dla koncernu niczym nowym. Chevrolet Spark EUV bazuje na Baojunie Yep Plus, natomiast potwierdzona Captiva EV wywodzi się z Wulinga Starlight S. Oba modele należą do tej samej rodziny produktów SAIC-GM-Wuling.
65 kW i pięć miejsc czynią z niego pełnoprawny samochód
Bingo Pro ma 4 050 mm długości, 1 758 mm szerokości i 1 580 mm wysokości, a rozstaw osi wynosi 2 560 mm. Jest więc pięciodrzwiowym, pięciomiejscowym hatchbackiem, a nie czteromiejscowym mikrosamochodem.
Silnik elektryczny o mocy 65 kW napędza przednie koła i osiąga maksymalny moment obrotowy 110 Nm. Prędkość maksymalną ograniczono do 130 km/h. Wuling nie opublikował danych dotyczących przyspieszenia, ale układ napędowy wyraźnie stawia na przystępną cenę, efektywność i jazdę miejską, a nie wygrywanie sprintów spod świateł.
Bagażnik mieści 380 litrów przy rozłożonych tylnych siedzeniach, a po ich złożeniu jego pojemność rośnie do 1 370 litrów. Pod maską znajduje się także 30-litrowy schowek, w którym można umieścić przewody do ładowania. Te wartości zapewniają Bingo Pro praktyczność wystarczającą, by służył jako jedyny samochód małej rodziny.
W zależności od wersji wyposażenie obejmuje centralny wyświetlacz o przekątnej 12,8 cala, 8,8-calowy zestaw wskaźników, elektrycznie sterowaną klapę bagażnika, autonomiczne hamowanie awaryjne, automatyczne parkowanie oraz tak zwany system kamer 540 stopni. Chevrolet może dostosować specyfikację wyposażenia do poszczególnych rynków.
W Chinach dostępne są dwa akumulatory LFP
Wuling oferuje Bingo Pro z akumulatorami litowo-żelazowo-fosforanowymi o pojemności 31,9 i 37,9 kWh. Mniejszy akumulator zapewnia 330 km zasięgu w chińskim cyklu CLTC, a większy podnosi tę wartość do 403 km.
Akumulatory różnią się także szybkością ładowania. Akumulator 31,9 kWh obsługuje ładowanie 1C i potrzebuje około 35 minut, by naładować się od 30 do 80 procent. Chłodzony cieczą akumulator 37,9 kWh obsługuje ładowanie 3C i wykonuje to samo zadanie w 15 minut. Funkcja V2L może zasilać urządzenia zewnętrzne mocą do 3,3 kW.
Zasięg 403 kilometrów brzmi niemal fantastycznie jak na tak mały akumulator, ale cykl CLTC jest bardziej liberalny niż europejska procedura WLTP. Tych dwóch wartości nie można porównywać bezpośrednio. Gdyby samochód homologowano w Europie, jego oficjalny zasięg WLTP prawdopodobnie byłby niższy, choć producent nie opublikował jeszcze odpowiadającej mu wartości.
BYD Dolphin Surf stanowi użyteczny punkt odniesienia. Jest o 60 mm krótszy od Bingo Pro i również wykorzystuje silnik o mocy 65 kW w bazowej wersji z napędem na przednie koła. Europejski Dolphin Surf Boost łączy akumulator o pojemności 43,2 kWh z zasięgiem WLTP do 322 kilometrów. Wynik 403 km według CLTC deklarowany przez Wulinga nie oznacza zatem automatycznie, że jego mniejszy akumulator 37,9 kWh pozwoliłby temu samochodowi przejechać dalej w rzeczywistej eksploatacji.
Ceny w Chinach zaczynają się od około 7 350 euro
Bingo Pro trafił do sprzedaży w Chinach w maju 2026 roku w czterech wersjach, w cenach od 56 800 do 70 800 juanów, czyli około 7 350–9 160 euro.
Tylko w czerwcu SAIC-GM-Wuling sprzedał chińskim dealerom 21 085 egzemplarzy Bingo Pro. Dałoby to GM sprawdzony model produkcyjny, który już przyciągnął rzeczywisty popyt rynkowy. Wykorzystanie go jako punktu wyjścia mogłoby obniżyć koszty rozwoju i pozwolić szybciej wprowadzić wersję Chevroleta na rynek niż stworzenie całkowicie nowego modelu.
Chevrolet prawdopodobnie kosztowałby więcej poza Chinami. Gdyby GM eksportował z Chin w pełni zmontowane samochody, cena musiałaby również uwzględniać transport, lokalne podatki, homologację, zgodność z przepisami bezpieczeństwa, adaptację oprogramowania, gwarancje i koszty sieci dealerskiej. Lokalny montaż mógłby ograniczyć część tych wydatków.
Model nie jest obecnie przewidziany dla Europy
Europa nie figuruje w dotychczas ujawnionych planach rynkowych. Nawet gdyby samochód ostatecznie trafił tutaj do sprzedaży, jego chińska cena 7 350 euro nie stanowiłaby realistycznego punktu wyjścia.
Zgodnie z unijnymi zasadami celnymi dotyczącymi chińskich pojazdów elektrycznych SAIC-GM-Wuling należy do grupy SAIC. Samochody elektryczne produkowane w Chinach przez firmy z tej grupy podlegają obecnie cłu wyrównawczemu w wysokości 35,3 procent. Dodanie emblematu Chevroleta nie zmieniłoby ani producenta, ani kraju pochodzenia.
Bingo Pro wymagałby także europejskiej homologacji, testów WLTP, systemów wspomagania kierowcy zgodnych z lokalnymi przepisami oraz potencjalnie dodatkowych elementów bezpieczeństwa. Europejska wersja konkurowałaby więc z BYD Dolphin Surf, Leapmotorem T03 i Dacią Spring, a nie z chińskimi elektrykami za 7 000 euro.
Mimo to Bingo Pro pokazuje skalę przewagi, jaką GM czerpie ze swojego udziału w chińskiej spółce joint venture. Zamiast opracowywać od podstaw nowy, przystępny cenowo samochód elektryczny, Chevrolet mógłby wziąć istniejącego hatchbacka, umieścić na nim złotą muszkę i skierować go na rynki, gdzie cena ma większe znaczenie niż miejsce narodzin modelu.