BMW iX3
Fullscreen Image

BMW chce, by do 2030 roku elektryki dogoniły modele spalinowe

Autor auto.pub | Opublikowano: 18.03.2026

BMW wyznaczyło swoim elektrykom kolejny ambitny cel, tym razem wprost zapisany w liczbach. Do 2030 roku w pełni elektryczne modele mają odpowiadać za połowę całej sprzedaży. Dziś to 17,9 proc., więc w ciągu najbliższych czterech lat sprzedażowych marka musi niemal potroić udział aut na baterie. Na slajdzie prezentacji wygląda to imponująco, na rynku prawdziwa praca dopiero się zaczyna.

BMW ustawia poprzeczkę wysoko

W 2025 roku BMW Group sprzedało na świecie 442 056 samochodów w pełni elektrycznych, co przełożyło się na 17,9 proc. udziału w całkowitej sprzedaży. Według wyliczeń firmy oznaczało to, że mniej więcej co szósty sprzedany pojazd BMW Group jeździł wyłącznie na prądzie. Po doliczeniu hybryd plug in liczba aut zelektryfikowanych wzrosła do 642 071, czyli do około jednej czwartej całej sprzedaży. W Europie obraz był jeszcze bardziej „elektryczny”, bo modele w pełni elektryczne i plug in hybrid odpowiadały już za 40 proc. sprzedaży.

Neue Klasse ma zamienić obietnicę w realny wynik

BMW liczy, że duży skok zapewni rodzina Neue Klasse. Podczas dorocznej konferencji grupa przekazała, że iX3 wprowadził tę nową erę na rynek, a 18 marca dołączył do niego nowy sedan i3, przenosząc tę samą logikę techniczną do kluczowego segmentu marki. Do końca roku, jak podaje BMW, klienci będą mogli wybierać spośród 20 modeli w pełni elektrycznych. Główna fabryka w Monachium rozpocznie produkcję nowego i3 jeszcze w tym roku, a od 2027 roku ma przejść na wytwarzanie wyłącznie w pełni elektrycznych aut Neue Klasse. To brzmi już nie jak projekt poboczny, lecz jak plan główny, którego firma nie zamierza odkładać z powrotem do szuflady.

Mniejsze i tańsze modele mogą wejść do gamy od dołu

BMW nie zakłada, że osiągnie ten cel wyłącznie większymi i droższymi elektrykami. Przed końcem dekady oferta może zyskać mniejsze i bardziej przystępne modele i1 oraz i2, odpowiednio hatchbacka i sedana, pozycjonowane poniżej dzisiejszego iX1. Jeśli ten plan się utrzyma, BMW wreszcie spróbuje pokryć przedział cenowy, w którym marki premium zwykle mówią o „eleganckich kompromisach”, choć prawdziwy powód często leży w marży.

BMW nie pali za sobą mostów, tylko zostawia je otwarte

Kluczowy szczegół jest taki, że BMW nie wiąże całej przyszłości wyłącznie z bateriami. Grupa ponownie podkreśliła podejście neutralne technologicznie i będzie równolegle rozwijać silniki spalinowe, hybrydy plug in, w pełni elektryczne układy napędowe oraz, od 2028 roku, modele z wodorowymi ogniwami paliwowymi. Innymi słowy, BMW nie robi tego, co część rywali ogłaszała kiedyś z wielką pompą, by później po cichu przepisać te deklaracje. Niemcy zostawiają otwartych kilka drzwi i nazywają to pragmatyzmem. Tym razem brzmi to nawet przekonująco.

Ruch BMW jest tym ciekawszy, że branża motoryzacyjna nie jedzie już jedną, prostą elektryczną drogą. Mercedes Benz w 2024 roku przesunął swój cel pełnej elektryfikacji o pięć lat, podczas gdy BMW wciąż trzyma się planu 50 proc. udziału aut w pełni elektrycznych w 2030 roku. Tło nie ułatwia zadania. W lutym globalna sprzedaż samochodów elektrycznych spadła o 11 proc. rok do roku, ale w Europie w tym samym okresie wzrosła o 21 proc. BMW nie stawia więc na ślepy optymizm, tylko na założenie, że europejski klient segmentu premium szybciej przejdzie na napęd elektryczny niż szerszy rynek. To nie romantyzm, tylko chłodna arytmetyka, która po prostu brzmi lepiej, gdy na masce jest niebiesko białe logo.