auto.pub logo
Ford Bronco Sasquatch Searcher
Fullscreen Image

Lincoln szykuje luksusowego SUV-a na bazie Forda Bronco

Autor auto.pub | Opublikowano: 26.02.2026

Od lat po cichu krążyły plotki o mniejszym Lincolnie Navigatorze, z ostrzejszymi liniami i bez przesadnej elegancji rodem z klubu jachtowego. Lincoln, kojarzony dotąd z miękkimi krążownikami szos i emerytami z Florydy, wyraźnie celuje w nową klientelę. Najnowsze doniesienia sugerują strategiczny zwrot: luksusowa marka Forda bierze na celownik Mercedesa G Klasę i Land Rovera Defendera, budując nowy model na ramowej platformie Forda Bronco. To próba wstrzyknięcia solidnej dawki amerykańskiego testosteronu do własnej definicji luksusu.

Podstawą nowego Lincolna ma być platforma T6 Forda, znana już z Rangera i Bronco. Podczas gdy konkurenci stawiają na samonośne nadwozia w imię komfortu, Lincoln ponoć pozostaje wierny klasycznej ramie. Ta decyzja z góry określa charakter auta: musi radzić sobie z błotem i kamieniami równie pewnie, co z asfaltem pod operą.

Podczas gdy bazowy Bronco zadowala się czterocylindrowcem, Lincoln najpewniej sięgnie po 3-litrowe V6 EcoBoost o mocy ponad 400 KM. Założenie jest proste: zachować muskularność, pozbyć się toporności. W przeciwieństwie do surowego Bronco, Lincoln powinien dostać adaptacyjne zawieszenie pneumatyczne, które wygładzi drgania typowe dla konstrukcji ramowej. Do tego aktywna redukcja hałasu i grube, laminowane szyby, by pasażerowie mogli cieszyć się ciszą – nawet jeśli pod kołami szumią opony terenowe.

Tryby jazdy Bronco „Goes Over Any type of Terrain” zapewne powrócą, choć pod bardziej wysmakowaną nazwą i z elektronicznym kagańcem. Takim, który nie pozwoli zakopać się po osie bez kilku ostrzeżeń i pytania na ekranie, czy na pewno tego chcesz.

Rynek luksusowych SUV-ów dzieli się dziś na dwa obozy: sterylne miejskie crossovery i prawdziwych poszukiwaczy przygód. G Klasa udowodniła jedno – zamożni klienci kochają obietnicę militarnego rodowodu i realnych możliwości, nawet jeśli kończy się to na mokrej trawie pod wiejskim hotelem. Szef Forda Jim Farley dostrzegł problem: obecne modele Lincolna, Aviator i Nautilus, wyglądają dobrze i jeżdżą przyzwoicie, ale brakuje im charakteru.

I tu zaczyna się matematyka. Koszty rozwoju pozostają niskie, bo Bronco już istnieje. Marże natomiast mogą szybować w kosmos, bo znaczek Lincolna i prawdziwa skóra pozwalają bez skrupułów dodać co najmniej 30 tysięcy dolarów (około 27 600 euro) do ceny. To sprytny sposób na wyciśnięcie segmentu, w którym rozsądek dawno ustąpił miejsca emocjom.

Oczywiście szerokość Bronco już dziś zamienia parkowanie w mieście w mały spektakl. Lincoln zapewne jeszcze poszerzy sylwetkę, dodając bardziej wyrafinowaną karoserię i bogatsze panele. To uczyni miejską żonglerkę jeszcze zabawniejszą, ale klienci w tym segmencie rzadko pytają o małe, rozsądne czy dyskretne auta. Liczy się prezencja – i gotowi są za nią słono zapłacić.