General Motors chce, by każdy mógł driftować jak mistrz
General Motors złożył patent na technologię, która nie tylko nie zapobiega poślizgom, ale wręcz je prowokuje. To ruch, który mówi równie wiele o współczesnej kulturze motoryzacyjnej, co o inżynierskich ambicjach amerykańskiego giganta.
Zamiast chronić kierowcę przed utratą panowania, ten system celowo wprowadza auto w kontrolowany nadsterowny poślizg. Driftowanie, dotąd zarezerwowane dla zawodowców i odważnych zapaleńców, może wkrótce stać się dostępne dla każdego, kto dotąd szczytem umiejętności popisywał się na parkingu pod supermarketem.
Oprogramowanie balansujące na granicy
Sercem koncepcji GM jest asystent oparty na oprogramowaniu, który koordynuje pracę układu napędowego, hamulców i zawieszenia. Tradycyjne systemy kontroli stabilności tłumią poślizg przy pierwszych oznakach zagrożenia. Tutaj jest odwrotnie – auto utrzymuje się na cienkiej granicy, gdzie opony tracą przyczepność, ale kierowca wciąż panuje nad sytuacją.
Sterownik analizuje w czasie rzeczywistym warunki drogi, zużycie opon i kąt skrętu kierownicy. Następnie odpowiednio reguluje moment obrotowy, pozwalając nawet laikowi wywołać efektowne kłęby dymu spod kół bez ryzyka widowiskowego obrotu.
To pomysł wpisujący się w szerszy trend na rynku aut sportowych. W erze elektryków brutalne przyspieszenie staje się normą, więc producenci muszą szukać nowych sposobów na dostarczanie emocji, gdy teatralny ryk silnika cichnie. Skoro dźwięk słabnie, zabawa musi być bardziej wyczuwalna.
Najprawdopodobniej pierwsze w kolejce po taki system będą przyszłe generacje Chevroleta Corvette i sportowe modele z serii Cadillac V.
Tylko na tor, nie pod światła
Zgłoszenie patentowe nie oznacza, że każdy przyszły SUV Chevroleta będzie ruszał spod świateł bokiem. System ma być ograniczony do zamkniętych torów i stref driftu, gdzie można bezpiecznie testować granice przyczepności.
Inżynierowie przewidzieli też wybór poziomu trudności. Doświadczeni kierowcy będą mogli ograniczyć elektroniczną asekurację, a początkujący skorzystają z większego wsparcia. Założenie jest proste: pozwolić kierowcy poczuć się bohaterem, podczas gdy oprogramowanie cicho zarządza ryzykiem.
Kod zamiast rzemiosła
Ostatecznie driftowy przycisk GM symbolizuje szerszą zmianę w motoryzacji. Mechaniczne mistrzostwo coraz częściej ustępuje miejsca linijkom kodu. Tam, gdzie kiedyś kontrolowany poślizg wymagał lat praktyki i niejednej skrzyni biegów, w przyszłości wystarczy dotknięcie ekranu.
Puryści uznają to za profanację sztuki driftu. Z biznesowego punktu widzenia to jednak ruch przemyślany: dać masom namiastkę kontrolowanego chaosu, pozwolić im uwierzyć, że panują nad widowiskiem, a całą trudną robotę wykona auto.